Jeszcze inaczej wygląda sytuacja kiedy to młode małżeństwo decyduje się na wspólne mieszkanie z rodzicami. A kiedy pojawia się dziecko ...
![]() |
| Fotografia i rysunek Dziewczynka |
Z perspektywy dziecka wszyscy członkowie rodziny są potrzebni. W dawnych czasach wielopokoleniowe domy nie były rzadkością. Pod jednym dachem nierzadko mieszkali rodzice z dziećmi, dziadkowie i pradziadkowie. Każda z tych osób w odmienny sposób wpływała na rozwój młodego człowieka.
Mama i tata to solidna podstawa. Opiekują się maluchem na co dzień. Dają poczucie bezpieczeństwa, bezwarunkowej miłości, karmią, usypiają, dbają o zdrowie, dają swój czas i uwagę. Dziadkowie poprzez opowiadane historie z ich życia - uczą, budują dziecięcy świat wyobraźni. Ich wiek, a w związku z tym doświadczenie i mądrość życiowa stawiają ich w roli autorytetów w wielu dziedzinach codziennego życia. Przekazują wnukom własne wartości i tradycje rodzinne.Ofiarowują wnukom czas i uwagę, rozpieszczają na swój własny "dziadkowy" sposób. Stała obecność osób starszych w życiu dziecka to także brak tematów tabu związanych z cyklem narodzin i śmierci, a w związku z tym brak lęku przed nimi.
Liczne ciocie i wujkowie to inna forma kontaktów międzyludzkich z dorosłymi. W sytuacji kiedy w życiu dziecka brakuje taty to właśnie wujkowie lub przyjaciele mamy mogą wpłynąć na to jakiego mężczyznę wybierze sobie dziewczynka w przyszłości, a jakim mężczyzną stanie się Mały Jaś.
Rodzeństwo i kuzyni dają dziecku możliwość stałego kontaktu z rówieśnikami. Ich obecność rozwija empatię i miłość siostrzaną/braterską, uczy współpracy i zdrowego współzawodnictwa.
Rodzicom obecność najbliższych ułatwiała opiekę nad dzieckiem. Kiedyś młoda mama mogła w każdej chwili poprosić doświadczone w macierzyństwie kobiety o radę i pomocną dłoń. Dziś, kiedy nie rzadko od naszych rodziców dzielą nas setki kilometrów rodzicielstwo chwilami może nas przerastać.
Ja wybrałam wspólny dom z moimi bliskimi z dwóch powodów - ekonomicznego i z miłości. Codzienne koszty życia rozkładają się u nas na wiele osób. Jest łatwiej. Najważniejsze jest jednak to , że nie wychowuję córki sama. Moja dziewczynka prawie codziennie odwiedza prababcię, która mieszka w domku obok. Co rano zjada śniadanie ze mną, babcią i dziadkiem. Dziadkowie znajdują czas dla wnuczki na zabawę i ulubione czytanie książek. Przynajmniej raz w tygodniu odwiedzamy się z moim bratem i jego rodziną. Ku naszej niesłabnącej radości dość często odwiedza nas "ciocia z Warszawy", moje cioteczne rodzeństwo spędza u nas każde święta i przynajmniej tydzień wakacji. W te dni nasz dom pęka w szwach i chyba zatykałby uszy, gdyby je miał, tak u nas jest głośno i gwarno. Ten czas, kiedy w naszym domu są "wszyscy" to najfajniejsze dni w naszym życiu.
Jasne, że czasem mamy siebie dość, że się spieramy i kłócimy. Przecież nie jesteśmy tacy sami. Każdy z członków naszej familii ma silny charakter i potrafi bronić swojego zdania ( włączając w to najmłodszych). Na szczęście duży dom to także możliwość znalezienia kawałka podłogi dla siebie, żeby na chwilę zostać samemu i nie zwariować. Cieszę się, że rzadko z niej korzystam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz