Niestety, cytując Heraklita: " panta rhej" i to dosłownie, bo po zimie pozostały już tylko kałuże. Mam nadzieję, że wszystko się jeszcze odmieni i święta będziemy mieli białe i prawdziwie zimowe.
W naszym rodzinnym domu niespiesznie idą na przód porządki świateczne. Do Bożego Narodzenia pozostało nam nieco więcej czasu niż większości, ponieważ odchodzimy je w styczniu. Dzięki temu mam jeszcze czas na zakupy i prezenty. A Dziewczynka na codzienne otwieranie " domków".
"Domki" to nasza wersja kalendarza adwentowego. Codzienne zadania, wyzwania i zabawy. Kiedy rano Dziewczynka otwiera oczy, podbiega do parapetu i z tylko chyba dzieciom znanym i praktykowanym entuzjazmem otwiera drzwi kolejnego domku. Dla nas obu to eksperyment. Dla mnie DIY, dla Niej codzienna porcja zabawy. Tak to traktujemy, jak zabawę. Polecam :)
Ps. Macie w domu kalendarze adwentowe? Lubicie?




Piękne są! Kiedy Nina trochę podrośnie na pewno skorzystam z inspiracji. Taka forma kalendarza podoba mi się najbardziej, nie słodycze czy prezenty, ale właśnie zadania. Genialny pomysł <3
OdpowiedzUsuń