Po książkę Joanny Glogazy, autorki bloga Style Digger sięgnęłam będąc na urlopie. W dwa dni "pochłonęłam" "Kryzys szkoły" Jaspera Julla i poczułam, że potrzebuję czegoś dużo bardziej "lekkiego, łatwego i przyjemnego". Pomyślałam, że książka napisana przez blogerkę właśnie taka będzie i ... jakże się zdziwiłam.
![]() |
| Zdjęcie na desce do prasowania :) |
Autorkę książki poznałam już wcześniej dzięki jej blogowi. Wiedziałam, że świetnie i z sensem pisze oraz że sama osobiście przeszła "rewolucję" w swojej szafie. To zadziałało na plus. Do zakupu jej książki przekonał mnie również fakt, że w środku prawie nie ma zdjęć. Nie będzie to zatem kolejny poradnik z serii " jak powinna się ubierać kobieta o kształcie gruszki" ( choć i takie książki bywają bardzo pomocne). Spodziewałam się zatem rzetelnej wiedzy i mnóstwa pomocnych w uporządkowaniu mojej garderoby informacji.
Czy było łatwo?
Szczerze pisząc, to nie za bardzo. Jak większość kobiet mam szafę wypchaną po brzegi. Na górnych półkach, w szafie u mamy, w pudełkach i na strychu "mieszkają" ubrania, które prawdopodobnie miałam na sobie raz lub wcale. Tzw. "zakupy pod wpływem chwili", zachcianki, ubrania na pocieszenie i nietrafione prezenty. Joanna uświadomiła mi dlaczego powinnam się z nimi pożegnać - przeprowadzić w mojej szafie "modową rewolucję". A wszystko po to, żebym codziennie rano w jednej chwili była gotowa do wyjścia i miała komfort, ze na pewno wyglądam dobrze. Czyż to nie brzmi cudownie? Tak, ale wcale nie jest to łatwe.
Czy było lekko?
Książka wydana jest w miękkich okładkach, więc sama w sobie jest dość lekka. A tak poważnie to Joannie udała się rzecz niesłychana. Bardzo lekkim piórem, w przystępny sposób przekazuje nam ogromną wiedzę na temat ubrań, ich składu, kroju, ale i funkcjonowania przemysłu odzieżowego i wszelkiego rodzaju punktów dystrybucji. Bardzo ucieszył mnie fakt, że wspomniała o moim ulubionym miejscu na zakupy - second handach.
Lekturę książki warto rozłożyć sobie na kilka wieczorów i tuż przed snem poukładać sobie nowo zdobytą wiedzę w odpowiednich szufladkach w głowie. A jest o czym myśleć?
Czy było przyjemnie?
Bardzo. Samo czytanie było dużą przyjemnością, a wprowadzony w życie plan porządkowy cieszy moje oko. Moja szafa w niedługim czasie będzie dużo lżejsza, kupujący na Allegro zadowoleni, a ja nareszcie będę miała więcej czasu na celebrowanie śniadań z moją córką.
Serdecznie polecam "Slow fashion" wszystkim tym kobietom, które zbyt często stały przed szafą sfrustrowane, że po raz kolejny nie mają co na siebie włożyć.

Oj tak przydałaby mi sie ta książka...
OdpowiedzUsuńWszystko, co mam w szafie przyda sie. Jest na wypadek sprzątania, ewentualnie "jeszcze założę". W sumie mam kilka zestawów, których sie trzymała skąd wiec taki chomik wziął sie we mnie? Przypomniało mi sie nawet jak jakis czas temu szukając czegoś na babskie wyjście poprosiłam męża o pomoc. Stanął przed szafą i westchnął po gruntownym przejrzeniu zawartości- nie no faktycznie masakra.... Takze to, ze nie mam sie w co ubrać nie jest tylko moim widzimisie:)
Brawo dla męża ... Przynajmniej szczerze ;) A na poważnie, to najpierw czystka w szafie a potem powolne kompletowanie doskonałej garderoby. Mmmm ... :)
UsuńHa ha :-) Nie ma to jak wspierający mąż ;-)
OdpowiedzUsuńJowita, dzięki za recenzję. Ciekawi mnie ta książka bardzo. Nie przykładam do szafy zbyt wielkiej wagi. Nie mam miliona rzeczy, ale przydałoby się je mimo wszystko jakoś uporządkować, może zebrać w zestawy... Nie mam weny ;-)
Joanna jest doskonałą weną :)
UsuńBardzo dobra ksiązką już przeczytałam ostatnio, polecam każdemu kto szuka dobrej lektury, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń