Każda nasza wizyta w Białowieży to nie tylko ogarnianie przyszłego "gospodarstwa", ale także i może przede wszystkim spacery. Zazwyczaj dobrze się przygotowuję i nie chwaląc się mam dużą wprawę w pakowaniu. Tym razem zawiodłam. Nie zabrałam ze sobą spacerowego obuwia.
O tej porze roku zazwyczaj zabieram nam śniegowce. Tym razem powinny to być oczywiście i niestety kalosze. Kajam się, zapomniałam. W głowie mam ostatnio wyłącznie pewną przesympatyczną rodzinę, która zaprosiła mnie do wspólnych narodzin. Skutkiem czego od dwóch tygodni bardziej myślę, czy mam wszystko w torbie "doulowej" niż podróżnej.
Jako, że dość sprytna jestem pomyślałam sobie, że przecież mam buty na zmianę w naszym domu w budowie, więc zajadę i zamienię i wszystko będzie w porządku i pójdziemy w te lasy i puszcze i ... Jakież było moje ogromne zdziwienie, gdy weszłam do nie do końca wymurowanej ale już działającej glinianej kuchni i wzięłam buty do ręki. But wyleciał mi z niej szybciej niż go chwyciłam, bo temperatura tegoż obuwia wynosiła jakieś - 50 C ... Oczywiście wiedziałam już, ze gliniano - słomiane ściany świetnie izolują od zimna, ale jakoś przez myśl mi nie przeszło, że mogą je równie skutecznie zatrzymać wewnątrz buta ...
Efekt był taki, że chyba po raz pierwszy w życiu poszliśmy na spacer "asfaltem". Mijający nas turyści miło i sympatycznie pozdrawiali nas polskim "dzień dobry", a ja poczułam się jedną z nich. Nowe doświadczenie przyniosło mi nowe spojrzenie przez obiektyw aparatu:
W Puszczy Białowieskiej jeszcze miejscami leży śnieg. Cieszę się bardzo, ze nie musiałam przedzierać się przez krzaczory.
W Puszczy Białowieskiej jeszcze miejscami leży śnieg. Cieszę się bardzo, ze nie musiałam przedzierać się przez krzaczory.
A oto tak po prostu zwyczajna, codzienna droga dzików przez szosę. Po jednej i po drugiej stronie drogi.
Kolejne smętki zimowe i kolejowa trasa do Hajnówki.
Smętny domek jakich w Białowieży niestety wiele. Osobiście bardzo go lubię.
Pierwsze zwiastuny wiosny koło domu.
I poszerzanie horyzontów, czyli obraz po wycince drzew.
W tym roku prawdziwej zimy nie było. Żal trochę, bo nie pozjeżdżaliśmy z "górki pałacówki" ani razu. Ale chyba nie chciałabym, żeby jeszcze spadł śnieg i było mroźno. Wiosno przybywaj :)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz