13 cze 2016

W POGONI ZA KOSMETYKAMI MOMME ;)

Nie jestem blogerką urodową. Nie piszę o kosmetykach, sama nie wiem dlaczego bo bardzo je lubię, stale używam kocham nowości i jestem zakręcona na punkcie ekologicznej pielęgnacji. Uważam jednak, ze są osoby, które robią to zawodowo i do nich właśnie z przyjemnością was odsyłam. Najczęściej zaglądam na blog: Ekocentryczka, Lili Natura, Sroka o ...,  czy blog i funpage Piggy PEG. Dziewczyny są profesjonalne, posiadają ogromną wiedzę i przy okazji dobrze piszą. Dlaczego więc zdecydowałam się na taki wpis?
Ten wpis być może by nie powstał, gdyby nie historia w jaki sposób zdobyłam kosmetyki Momme ...
Cała nasza rodzinka Momme

Pewnego razu zawiało mnie do białostockiego Super Pharmu. Skuszona promocją na kosmetyki kolorowe "-40%" wrzuciłam do koszyczka kilka "niezbędnych" kolorowych pudełeczek. Przechodząc obok półki z kosmetykami dla dzieci moje bystre oko wychwyciło napis "-40% Momme" ... Zadrżałam, w głowie zaszumiało: "Przecież nie jestem na to gotowa. Nie przygotowałam się, nie mam listy. Zaraz oszaleję! Co rooooobić !!!". Kilka oddechów, pełne skupienie i dość płynny już ruch ręką po pierwsze pudełko. Wybrałam cztery, bo przecież takie okazje nie zdarzają się co dzień. Dużo słyszałam o tej firmie, przeczytałam kilka recenzji i tylko ceny powstrzymywały mnie od wypróbowania ich całej linii. Przez chwilę poczułam się jak wytrawny łowca na bezkrwawym polowaniu i zadowolona z łupów skierowałam swoje kroki do kasy. Uśmiech z twarzy zdjęła mi niestety Pani Kasjerka pytając o Kartę Dziecka ... "Czym do jasnej cholery jest Karta Dziecka?" - pojawiło się w mej głowie pytanie. Na głos odpowiedziałam grzecznie, że nie, nie posiadam. A Pani Kasjerka na to, że muszę ją mieć by uzyskać rabat i nie, nie mogę jej założyć od reki przy kasie, ale jeśli zrobię to dziś przez internet jutro rano będzie aktywna i będę mogła dokonać zakupów ... "Jutro rano to ja będę w pracy 64 kilometry od moich Momme" - pomyślałam. W realnym życiu odłożyłam grzecznie produkty na półkę i zrezygnowana wróciłam do samochodu. 
Tam czekała już na mnie moja przyjaciółka, która wysłuchawszy mnie z empatią w sekundę obmyśliła, że przecież jutro do Białegostoku jedzie jej szef (około 40 letni młody mężczyzna, który nie wstydzi się dbać o siebie i używać kremu na dzień i na noc), więc ona poprosi go o przysługę, a on na pewno się zgodzi, a ona przekaże mu listę i mój pesel niezbędny do weryfikacji uprawnień do zakupu ze zniżką, i on kupi kosmetyki i po jutrze będę je miała w ręku ...
Tak naprawdę ta historia nie jest o kosmetykach, ekologicznej pielęgnacji, czy zakupach w Super Pharm. To opowieść o przyjaźni, bezinteresownych przysługach i tym, że jak już kompletnie nie masz pomysłu czym nasmarować swojego atopika, a na półce w sklepie zobaczyłeś coś co może mu pomóc zrobisz wszystko, żeby go zdobyć.

Ale wracając do samych kosmetyków, to o polskiej marce Momme usłyszałam i przeczytałam już kilka lat temu. Z marszu zawrzało w blogosferze, pojawiło całe multum recenzji zatem nie zamierzam pokazywać wam składów i opisywać ich rekomendowanego przeznaczenia. Skupię się raczej na tym jak zadziałały na atopową, czyli nadwrażliwą, mocno swędzącą, "dziurawą" skórę mojej córki. Czy któryś z nich mogę Wam polecić?


ŁAGODNY ŻEL DO MYCIA 2 W 1 to nasz ulubieniec. Delikatnie myje, dobrze nawilża, absolutnie nie podrażnia, a umyte nim włoski dobrze się rozczesują (co w przypadku szamponów o naturalnym składzie nie jest takie oczywiste). Dla nas okazał się kosmetykiem idealnym na wyjazdy, ponieważ znakomicie służy również mojej skórze i włosom. Ogromny plus za przepiękny zapach.

Nasz faworyt
 PUSZYSTY KREM ŁAGODZĄCY - genialne koi podrażniona i zaczerwienioną skórę buzi mojej córki. Te dni kiedy wieje wiatr, pada deszcz, albo 4 godziny spędziła na plaży i słońce pozostawiło na jej twarzy różowy ślad, ten krem sprawiał, ze po kilku minutach skóra na buzi mojej córki odzyskiwała naturalną barwę i przestawała piec. Osobiście bardzo polecam go kobietom, których mężczyźni mają brodę - złagodzi ich podrażnioną bodę.

Naprawdę puszysty :)
ZIOŁOWE MASEŁKO PIELĘGNACYJNE robi wszystko co obiecuje Momme - łagodzi swędzenie i mocno nawilża. Wchłania się "za chwilę" i pozostawia bardzo lekką, ale komfortową warstwę ochronną. Niestety jego ziołowy zapach przekracza granice naszej wytrzymałości i tylko z tego powodu na pewno nie kupimy go więcej.

Ziołowe "śmierdzidełko"
 UJĘDRNIAJĄCE SERUM DO BIUSTU ... Uprzedzam pytanie, nie nie jestem w ciąży. Jestem w trakcie kuracji hormonalnej, czego skutkiem ubocznym są powiększające się piersi. Skóra rozciąga się, swędzi i piecze. To serum znakomicie sobie z tym radzi i już na stałe zagościło w mojej wieczornej pielęgnacji.
*Skądinąd zastanawiam się jak czuł się mój kolega kupując w drogerii serum do biustu :)

Mój wybawca
Z przyjemnością nabyłabym dużą butelkę żelu do mycia. Mogłabym wtedy bezkarnie podkradać go córce. Ujędrniające serum do biustu z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Z dużą ulgą odetchnę natomiast kiedy skończy nam się ziołowe masełko, bo oczywiście wykorzystam je do końca. Nie zwykłam bowiem wyrzucać pieniędzy do kosza.

Ciekawa jestem waszych doświadczeń z kosmetykami Momme. Jeśli macie ochotę to piszcie ;)

2 komentarze:

  1. Mi też bardzo pomogły, dość szybko na nie trafiłam na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. No to prawda, chyba na każdym to robi wrażenie.
    A jeśli chodzi o mnie to ostatnio robiłem sobie test na nietolerancję laktozy no i okazało się, że jestem chory. Dlatego tak rzadko bywam na blogach, ale leczenie zacząłem więc myślę że niedługo pojawie się znowu. Polecam każdemu zrobić sobie takie badania.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...