14 kwi 2016

"MAŁE" PROBLEMY SIEDMIOLATKI

Kim jest siedmiolatek?

To mały odrębny człowiek z własnymi emocjami i potrzebami. To jednostka, która funkcjonuje według pewnego narzuconego przez społeczeństwo planu, wywiązująca się ze swoich zadań w miarę możliwości. Ta osoba posiada cały garnitur zachowań oraz własne zdanie na wiele tematów. Ciekawość świata nie pozwala na skupienie przez dłuższy czas, a jednocześnie sprawia, ze nauka przychodzi mu dość łatwo. Pod warunkiem, że to coś bardzo go zainteresuje. Ta młoda osoba chętnie współpracuje z innymi członkami grupy, często kosztem własnych potrzeb. Kolejny warunek, że zostanie zapewnione o tym, że jego słowa są ważne i brane pod uwagę. 

 Słowo "siedmiolatek" niezmiennie kojarzy nam się ze szkołą. Pierwsze pytanie jakie słyszy dziecko od dawno nie widzianej cioci/babci brzmią zazwyczaj: "Jak tam w szkole?". Odpowiedz brzmi zawsze: " W porządku". Ale czy zawsze tak jest?

Kilka dni temu moja Dziewczynka przyniosła mi do domu wiadomość, że starsi koledzy w świetlicy brzydko się do niej zwracają, przezywają i zabierają zabawki. Większość z was zakrzyknie łobuzy, dranie, ach ta młodzież !!! Ich nie zmienię, ale mogę zadba o to, żeby ich słowa nie wpłynęły negatywnie na moje dziecko. Mogę postarać się, żeby słowa innych nie wpłynęły na jej poczucie własnej wartości.
Jeśli  człowiek akceptuje siebie, obce słowa wyrażające brak szacunku nie zrobią na nim wrażenia. Tylko jeśli my sami lubimy i akceptujemy siebie, nikt z zewnątrz nie będzie w stanie tego zmienić. Ale żeby zbudować w dziecku niezachwiane poczucie własnej wartości należny zacząć od siebie. Bo dzieci moi drodzy biorą przykład z nas rodziców. Od chwili narodzin obserwują nasze poczynania i nawet jeśli bardzo staramy się, żeby nie było po nas widać, ze jest nam smutno, boimy się lub czujemy niepewnie dziecko będzie wiedziało.
Pamiętam czas, kiedy Dziewczynka chodziła do pierwszego przedszkola. Od pierwszego dnia czułam, że coś w nim jest nie tak. Skutek był taki, ze co rano rozstawałyśmy się z płaczem. Łzy w oczach miała moja córka i ja. Pewnego dnia spotkałam dawno nie widzianą koleżankę. Czasami łatwiej jest wygadać się prawie nieznajomemu niż bliskim. Dzięki niej dowiedziałam się o prywatnym przedszkolu w naszym mieście. Moje serce zabiło szybciej, ale zapał zgasł kiedy usłyszałam cenę. Jednak gdy w sercu zapali się iskierka nadziei człowiek potrafi przenosić góry. Ja przeliczyłam wydatki i przeniosłam dziecko do nowego przedszkola. Małe grupy, przesympatyczne panie, ciekawy program nauczania, dużo zabawy na świeżym powietrzu, zdrowy jadłospis. Zakochałyśmy się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Ja byłam spokojna, bo miałam pewność, że powierzam opiekę na moim skarbem w dobre ręce. Dziewczynka otrzymała na powitanie laurki i obrazek baletnicy naklejony na szafeczce na ubrania. Nie przepłakałyśmy już ani jednego dnia.
Szkołę wybrałam juz trzy lata temu. Priorytetem była dla mnie osoba wychowawczyni. Miałam przyjemność poznać ją wcześniej, a los chciał że akurat w tym roku objęła wychowawstwem pierwsza klasę. Wybór klasy był oczywisty.

Wierzę w to, że mój stan ducha ma wpływ na emocje i zachowanie Ninki. Kiedy jestem osłabiona i smutna ona współpracuje i wybiera zabawy, które nie będą mnie nadwyrężały. Dużo wtedy czytamy, układamy puzzle, gramy w gry. Kiedy jestem sfrustrowana lub zła, Dziewczynka staje się pobudzona, głośniejsza i bardziej marudna. Nie oznacza to, że nie współdziała, tylko przejmuje ode mnie emocje. I wierzcie mi, dzieci nie da się oszukać dobrą miną do złej gry.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...