17 mar 2016

BAJKA O PRZYGODACH KORNIKA DRUKARZA

Dawno, dawno temu, za polami i łąkami rosła wiekowa pierwotna puszcza. Była ogromnym, dostojnym domem dla setek gatunków roślin i zwierząt. Człowiek mógł korzystać z jej darów do woli, oczywiście z szacunkiem do Matki Natury. Ludzie zbierali grzyby, owoce i leśne runo. Mogli również zrywać gałęzie na wysokości własnego wzrostu nie wyżej. Nie było wycinki drzew, nie było odstrzału zwierząt, grabieży. Puszcza Białowieska i człowiek żyli w zgodzie i harmonii. Do czasu ...



Na początku XX wieku człowiek rozpoczął ekspansję na Puszczę Białowieską. Chęć zysku przesłoniła mu oczy mgłą. Rozpoczęła się masowa wycinka drzew. Człowiek nie widział już piękna przyrody, bogactwa runa leśnego, nie czuł pierwotnej energii lasu. Chciał zarobić, więc dziesiątki ciężkich, wypełnionych po brzegi drewnem wagonów opuszczało puszczę co dnia. Nastały smutne czasy dla białowieskiej flory i fauny. Pierwotna puszcza z roku na rok stawała się lasem gospodarczym, a jej pierwotny kształt stawał się tylko wspomnieniem. Puste przestrzenie zasadzano nowymi drzewami, ktoś wpadł na pomysł założenia "monokultur drzewnych" (obszar lasu obsadzony jednym gatunkiem drzew, idealne miejsce dla szkodników), ktoś inny dalej prowadził wycinkę. Na szczęście znalazła się osoba "na szczeblu", która uratowała 1/3 puszczy czyniąc z niej Rezerwat Ścisły (obszar lasu do którego nie każdy ma wstęp). To wszystko działo się przez wiele dziesiątek lat. W lasach otaczających Białowieżę zapanowała chaos, który teraz bardzo trudno ogarnąć. I jak to w historii ludzkości często bywa, trzeba było znaleźć winnego tego stanu rzeczy. Padło na najsłabszy element systemu. Oberwało się malutkiemu chrząszczowi - Kornikowi Drukarzowi.


Kornik Drukarz jest niewielkim chrząszczem z podrodziny kornikowatych. Żyje w świerkach i również żywi się ich drewnem. Jego kubki smakowe preferują drzewa stare i osłabione, dlatego tak dobrze mu było przez ostatnie kilka lat w Puszczy Białowieskiej. Mało pocieszającym jest fakt, że kilka lat wcześniej poczynił znaczne spustoszenie również w lasach Beskidów. Zmiana klimatu, długotrwałe susze, dodatkowo osłabiły słabo ukorzenione świerki, czyniąc je smakowitym kąskiem dla korników. Na dzień dzisiejszy białowieskie lasy przypominają szwajcarski ser. Łza mi się kręci w oku, kiedy spacerując po lesie widzę ogromne polany z umierającymi drzewami. W przeciągu ostatnich trzech lat, ten malutki szkodnik "przejadł" ponad 500 tysięcy metrów sześciennych świerku. I to niestety również tego o całkiem dobrym zdrowiu. Jednak z drugiej strony jest to jedynie 10% całej populacji świerka w Puszczy Białowieskiej. Który właściwie w białowieskich lasach jest jak to u nas mówią "nawołoczą". Zasadzony sztucznie przez człowieka na zawsze zmienił charakter puszczy, jako lasu typowo liściastego. Stop dygresjom i zadajmy sobie pytanie: "Czy możemy winić malutkiego kornika za to że chce żyć?"


Winnych nie trzeba szukać daleko. Wystarczy rozejrzeć się wokół. To my LUDZIE jesteśmy odpowiedzialni za to jak dziś wygląda Puszcza Białowieska. To my wyciągnęliśmy rękę po to, co do nas nie należało - białowieskie drzewa i zwierzynę. To my zaburzyliśmy naturalny ład i porządek w prastarym lesie, który tu na tych terenach był wiele wieków przed nami i radził sobie bez naszej "pomocy" dużo lepiej niż teraz. 

Czy zatem możemy jeszcze coś zrobić, żeby naprawić swój błąd? Czy może powinniśmy usunąć się na bok i pozwolić działać Matce Naturze?

W niedzielę na ulicach Białowieży odbyły się równocześnie dwie manifestacje. Po jednej stronie ulicy zebrali się EKOLODZY - zwolennicy przekształcenia całej puszczy w Park Narodowy. Ochroniłoby to las przed ingerencją człowieka i pozwoliłoby mu na samodzielną regenerację w swoim własnym tempie. Po swojej stronie mają Greenpeace, WWF i Komisję Europejską, która w wypadku rozszerzenia limitu wycinanych drzew zapowiada przywrócenie nie tak dawno nałożonych na Polskę sankcji. Jeśli tak się stanie Puszcza Białowieska utraci status Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a my stracimy powód do dumy. Z pewnością we własnej kieszeni odczują to ludzie, którzy na Podlasiu żyją z turystyki. 


Po drugiej stronie barykady zebrali się zwolennicy nowego ministra środowiska Jana Szyszki, który z marszu powrócił do swoich wcześniejszych praktyk i zaproponował aneks do Planu Urządzania Lasu. Nowy zapis zakłada zwiększenie limitu wycinki drzew z 50 do 188 tysięcy metrów sześciennych świerków rocznie. Według ekspertów lasów Państwowych ma to zapobiec gradacji kornika i uchronić Puszczę Białowieską przed katastrofą ekologiczną. Trudno uwierzyć, że rządzący mają na myśli wyłącznie dobro lasu, a nie chęć zysku. Zapowiedziano również wyłączenie 1/3 powierzchni puszczy spod ingerencji człowieka i pozostawienie jej samej sobie. Podejrzewam jednak, że ten eksperyment z wyłączenie części puszczy służy jedynie zamknięciu ust ekologom. Czas pokaże co autor miał na myśli.

W niedzielne przedpołudnie na głównym skrzyżowaniu Białowieży było głośno, wyły syreny, krzyczały megafony i przyjechała telewizja. Spacerujący po okolicy turyści z ciekawością i lekką nieśmiałością przemykali tuż obok nie zatrzymując się przy żadnej z demonstracji. Spacerowałyśmy i my - ja i moja Dziewczynka. Jak zwykle poprosiła mnie o kilka słów wyjaśnienia - "o co tu chodzi?" i zapytała czy możemy na chwilę zatrzymać się przy protestujących Ekologach - "Mamo ja przecież kocham nasza puszczę". Osobiście czuję się rozdarta. Wysłuchałam argumentów obu stron i napisze wam szczerze, że w tej bitwie zatrzymam się po środku. Mamy swój własny codzienny sposób, żeby okazywać puszczy i jej mieszkańcom szacunek oraz wdzięczność za to, że możemy na jej terenie budować swój dom. Czuję ogromny respekt przed Matką Naturą. W lesie, który otacza nasz dom drzemie ogromna siła i moc. Puszcza to wyjątkowy organizm tętniący jednym, wspólnym rytmem roślin i zwierząt, a my ludzie jesteśmy tu obcy i powinniśmy być wdzięczni za to, że możemy tu żyć.



W całej tej sytuacji cieszy mnie fakt, że w sercu mojej córki narodziła się nowa świadomość. Tego, że na dany temat może mieć własne zdanie, podobne lub przeciwne do innych ludzi i że może dokonywać wyboru stając po jednej ze stron. Ta siedmioletnia dziewczynka, trzymając mnie mocno za rękę wybrała stronę Puszczy Białowieskiej. Co i wam polecam. 


Wszystkie fotografie są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich publikacje bez mojej zgody


ŹRÓDŁA:
http://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/1,35241,19759858,w-bialowiezy-protestuja-dwie-manifestacje-za-i-przeciw-wycince.html
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,408790,szyszko-13-nadlesnictw-w-puszczy-bialowieskiej-bez-ingerencji-czlowieka.html
http://www.drzewapolski.pl/Wstep/kornik_drukarz.html
i rozmowy z mieszkańcami i naukowcami w Białowieży

5 komentarzy:

  1. "Ludzie zbierali grzyby, owoce i leśne runo." Mięsa nikt oczywiście nie jadł :)
    "Mogli również zrywać gałęzie na wysokości własnego wzrostu nie wyżej". Mieszkali nie w domach z drewna, ale w jaskiniach i ziemiankach, które opalali nie drewnem a zaschniętymi żubrzymi ochodami...
    Nie wiem skąd to wyparcie związane z pozyskiwaniem drewna. Las gospodarczy (o który ta batalia, bo parku narodowego nikt nie ma zamiaru tykać) ma tyle wspólnego z pierwotną puszczą, co i pola i łąki, za którymi ta bajkowa puszcza miała rosnąć (a które też przecież kiedyś puszczą były! czemu i ich nie pozostawić samym sobie?)
    pozdrowienia z mazur (pewnie niedługo za nas się wezmą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś nie zauważył drogi "Anonimowy" w tytule napisałam: "bajka o przygodach kornika drukarza" ... Napisałam również że jestem rozdarta pomiędzy dwie walczące ze sobą grupy. Tak, to prawda, Puszcza Białowieska już od dawna nie jest tą "mityczną" puszczą z bajek i legend. Od dawna jest lasem gospodarczym i to niestety widać. Byłeś tu ostatnio? Życzę ci, żeby "twoje" Mazury zostawili w spokoju. Bo pięknie tam :)

      Usuń
    2. A Park Narodowy, którego "mają nie tykać", to zaledwie 1/6 obszaru puszczy białowieskiej. Czy to wystarczy? Czy tylko na tym fragmencie powinno nam zależeć, a resztę ciąć bez przeszkód?

      Usuń
    3. Rzecz w tym, że ludzie wierzą w takie bajki i biorą je za objawioną prawdę.
      Niestety poziom wiedzy przeciętnego mieszczucha jest taki, że każdy las, w którym nie widać rzędów drzew, nawet 60-letnie zalesienie porolne, przy odpowiedniej bajce "kupi" za las pierwotny. (Z drugiej strony jest to przecież argument za dobrą gospodarką kilku pokoleń leśników. Tak jak argumentem za dobrą gospodarką leśników jest chęć objęcia całej puszczy parkiem narodowym, pomimo rabunkowych cięć w czasie I wojny światowej, rabunkowej gospodarki przez firmę Century, czy lata planowej gospodarki PRL-u.) Przeciętny mieszczuch siedzi przed kominkiem i czyta książkę, żyjąc w błogiej nieświadomości, że papier produkuje się z drewna. I meble z ikei też. I meble kuchenne z płyty mdf też. I deskę podłogową. Krokwie na dachu też ma drewniane.
      Leśnicy patrzą zawsze na 100 lat do przodu. To że teraz wycinają stuletni drzewostan jest nie tylko zapewnieniem drewna na potrzeby obecnego rynku (przy wciąż rosnącym konsumpcjonizmie), ale i zapewnieniem dostępu do drewna dla przyszłych pokoleń! Jak pozostawimy 100 letni las na następne 100 lat, to tego drewna po 200 latach nie będzie wcale 2 razy więcej, ale mniej i gorszej jakości. Dajmy przyszłym pokoleniom przynajmniej ten sam potencjał, który zastaliśmy my.
      Oczywiście można zakazać w ogóle wyrębów, mieć czyste ręce i "chronić przyrodę". A drewno sprowadzać z Ameryki Południowej. Pytanie pierwsze: czy nas na to stać i pytanie drugie: czy to rzeczywiście ekologiczne i etyczne, bo jak u nas nie wycinamy, to gdzieś indziej wycinamy więcej, bez takiej kontroli i obostrzeń gospodarki leśnej jak u nas. No ale czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Ekohipokryzja i ekoimperializm.
      Pozdrawiam z Mazur.

      Usuń
    4. Chciałabym podziękować ci za tą rozmowę. Pozdrawiam serdecznie i żałuje tylko, ze jesteś Anonimowym czytelnikiem. Miłego dnia :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...