6 sie 2015

WYPRAWKA PIERWSZOKLASISTY, CZYLI CO POWINNO ZNALEŹĆ SIĘ W TORNISTRZE

W pierwszych słowach mego wpisu chciałabym się wytłumaczyć dlaczego ten temat poruszam tak późno. Wrzesień już tuż, tuż, szkoła za pasem, zapewne wszyscy zorganizowani rodzice już dawno skompletowali wyprawkę dla swoich małych uczniów. Ja jednak miałam swój tajny plan ... W połowie czerwca napisałam mail do firmy Endo z zapytaniem, czy może i w tym roku planują kolaborację z Rosmannem i w związku z tym, czy może również w tym roku na ich półkach sklepowych Rossmana pojawią się plecaki z pełnym wyposażeniem za jedyna 159 zł? Widziałam te plecaki w zeszłym roku i naprawdę przypadły mi do gustu. Wyczekałam i mam, choć przyznam wam się szczerze, że nie było łatwo. Ale historię naszej wyprawy po wyprawkę i sam plecak opisze wam w kolejnym poście już niedługo :)

Na "rodzicielskim wieczorku zapoznawczym" w szkole w czerwcu otrzymaliśmy z rąk dyrekcji "listę przedmiotów niezbędnych naszemu dziecku do tego, żeby łatwo i z przyjemnością rozpoczęło naukę w szkole podstawowej" ( czy przypadła wam do gustu nasza definicja wyprawki?). Znalazły się na niej:

zdjęcie na stole :)



Nie zakupiłam jeszcze linijki, nożyczek i patyczków do liczenia. Jakimś tajemniczym sposobem, na liście nie znalazł się ani plecak, ani tornister. Podejrzewam, że stało się tak dlatego, że szkoła pozostawiła rodzicom wolny wybór w sprawie przedmiotu w którym dzieciaki na co dzień będą nosiły szkolne przybory i drugie śniadanie. Chwała im za to oczywiście. Chociaż przyznam wam się szczerze, że z sentymentem wspominam dawne czasy, kiedy to ja po raz pierwszy szłam do szkoły. W pamięci najbardziej utkwił mi fakt, że wszyscy wyglądaliśmy podobnie i dzięki temu od tego, że koleżanka ma ładniejszą spódniczkę ode mnie, ważniejszy były nowe książki, nowi koledzy i zapach gumki myszki. W sklepach było bardzo niewiele, zawartość tornistrów nie różniła się znacznie (chyba,z ę ktoś miał rodzinę za granicą :). Sprawę ubioru załatwiały granatowe fartuszki. Tarcza na ramieniu nie kuła nikogo i nie była obciachem, lecz powodem do dumy.

Teraz jest inaczej. Wybór produktów przyprawia mnie o zawrót głowy. Aż boli mnie myśl co w taki razie dzieje się w małej główce mojej córki. Troszkę podejrzewam. Z całą pewnością chciałaby mieć wszystko ... Ale "chciejstwa" to temat na oddzielny post.

Jak wyglądały wasze szkolne listy "wyprawkowe"? Podobnie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...