14 kwi 2015

MLEKO, MĄKA, MASŁO, CUKIER, OWOCE I LUKIER, CZYLI DLACZEGO LUBIĘ PIEC CIASTA :)

  Wielkanoc to święto radości. Przez świeżo umyte okna wpadają pierwsze promienie słońca, na do czysta wysprzątanych półkach nie ma ani grama kurzu, przewietrzone szafy czekają na nową wiosenną garderobę, odgruzowane dziecięce pokoje czekają na kolejną porcję radosnego bałaganu, a w lodówkach piętrzą się stosy sałatek, pieczeni i ciast. Oczy się radują ... a ręce odpadają. Czy nie lepiej więc udać się do sklepu i kupić gotową "kaczkę z jabłkami do przyrządzenia w minutę" ? Czy nie łatwiej kupić ciasto w cukierni i w świąteczny weekend delektować się smakiem ulubionej wuzetki?

fot. własna




  Ze zrozumieniem podchodzę do takich "prostych" i racjonalnych wyborów. Czasami bywa tak, że po prostu brakuje siły na te wszystkie "porządki i gotowania". Ja jednak wybieram drugą opcję i choć czasem bardzo mi się nie chce to sprzątam i gotuję. A szczególnie i z przyjemnością lubię "cukierniczyć".

  Muszę wam się nieskromnie przyznać do tego, że jestem dość dobrą cukierniczką. "Cukierniczę" odkąd pamiętam. Już w wieku kilku lat uczyłam się od mojego taty jak układać kruche herbatkiki w prodiżu, jak długo moczyć rodzynki, żeby nie były ani za miękkie, ani za twarde, jak szybko i z jakim naciskiem ucierać jajka z cukrem i jak dobrze przekręcić przez maszynkę tłusty twaróg, aby powstał najlepszy na świecie sernik wiedeński. Tak, tak, kochani, pieczenia uczyłam się od taty, a po kilku latach "stażu", to ja przejęłam pałeczkę . Lubię piec, ta czynność przynosi mi głęboki relaks. Mam w głowie dziesiątki przepisów, pamiętam kolejność i specyfikę poszczególnych składników, bo nie wiem czy wiecie, ale każdy wypiek wymaga bezwzględnie indywidualnego podejścia inaczej się nie uda :)

  Pomimo lat doświadczeń, nadal niektóre ciasta potrafią mnie zaskoczyć. Tak właśnie stało się kilka dni temu przy "Falach Dunaju" ( podobny przepis tu ). Ten właśnie przepis uświadomił mi że chyba trochę zapomniałam jak fajne jest kucharzenie i ile może przynieść satysfakcji. 

  W sobotni wieczór tradycyjnie przenieśliśmy się cała rodziną do kuchni. Była pyszna kawa, były rozmowy, było kucharzenie. Ja z moją siostrą zabrałam się za wspomniany wypiek i w pierwszym momencie pomyślałam, że to ciasto mnie przerośnie. Dwie warstwy ciasta - białe i czarne, owoce z kompotu, własnoręcznie wykonany budyń i masa czekoladowa. Przepis mówił o składnikach, ale nie podpowiadał jak je połączyć, żeby wszystko się udało. Mleko, cukier i masło miały stworzyć budyń. A masło, cukier i kakao - czekoladową polewę. Kilka minut na zastanowienie, krótka analiza chemiczna i powstało przepyszne arcydzieło sztuki kulinarnej. Jego sekretnym składnikiem była moja duma ze świetnie wykonanej pracy oraz westchnienia rodziny nad tym co razem stworzyliśmy. Popatrzcie:

fot. własna
Ps. Muszę pochwalić się jeszcze mazurkiem w wykonaniu mojej młodszej siostry - Mazurek Mandala. Wygląda i smakuje nieziemsko. Jak widać talent cukierniczy to w naszej rodzinie norma ;)

fot. własna




6 komentarzy:

  1. Smakowicie wyglądają na zdjęciach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I świetnie smakują, polecam :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Oj tak smacznie to wygląda musze sobie zrobić taki placek z czekoladą bo aż mi ślinka leci.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...