27 mar 2015

MÓJ PIERWSZY DZIEŃ W SZKOLE

Tak naprawdę to już drugi, bo pierwszy raz byłam tam miesiąc wcześniej, żeby wypełnić dokumenty potrzebne do przyjęcia Dziewczynki do szkoły ... 
Sytuacja ta - moje malutkie, ukochane, idealnie pasujące swoim rozmiarem do mojego brzucha dziecko ( swoją drogą, jak to działa, że dzieci rosną jak na drożdżach, ale nadal pasują w trakcie przytulania, do naszego ciała idealnie?) będzie uczęszczało do szkoły podstawowej ?!? Przecież jeszcze tak niedawno, po raz pierwszy prowadziłam ja za rączkę do przedszkola. Ze łzami w oczach ( moich oczach :) oddawałam ją pod opiekę "jakiejś obcej Pani". Jeszcze niedawno mówiła mi, że nigdzie się beze mnie nie ruszy i że jestem jej całym światem. A teraz???




Teraz moja córka bardzo chce iść do szkoły. Z pełnym przekonaniem zapytana o wybór zajęć dodatkowych, odpowiada, ze język białoruski - tak ( " może wreszcie zrozumiem dziadka " - powiedziała :), a religia to " nie dziękuję, ja już wszystko co chciałam to wiem". Basen uwielbia, więc wybór był oczywisty. Ona już wie i na razie wcale się nie boi. Myślę, że w tym wszystkim bardzo pomaga jej fakt, że do jej szkoły i prawdopodobnie do jednej klasy będzie chodziła szóstka dzieciaków z jej przedszkolnej grupy. 

A ja? Czy wiem na pewno, że dokonałam właściwego wyboru placówki edukacyjnej?

Mieszkamy w małym miasteczku, więc wyboru za ogromnego nie mieliśmy. Priorytetami była odległość szkoły od domu ( wreszcie nie będę musiała jej wozić samochodem ). Ważny był również fakt, że jej straszy brat cioteczny już do niej uczęszcza, a także znajomość z jak się uda przyszłą wychowawczynią. A to bardzo ważny argument. Przyszła wychowawczyni Niny jest kobietą z powołaniem. Usłyszałam kiedyś przy okazji wspólnego spotkania, że gdyby ktoś dał jej szansę jeszcze raz dokonać wyboru zawodu, wybrałaby tak samo. Poza tym, Nasza Przyszła Pani otrzymuje świetne referencje od moich znajomych, a i ja sama bardzo ją polubiłam.

Wracając do tematu, dwa dni temu był mój "pierwszy dzień w szkole" Dziewczynki. Mało brakowało, a w ferworze dnia codziennego zapomniałabym o tym zebraniu zupełnie, ale na godzinę przed mnie olśniło i pojechałam. Spotkanie odbyło się w szkolnej stołówce. Zapach, który unosił się wokoło, chyba wszystkich rodziców nastroił "wspomnieniowo", bo gwar się zrobił nieziemski, do momentu, aż wkroczyła dyrekcja i Panie. Zebranie poprowadzono bardzo merytorycznie, wszystkie najważniejsze kwestie zostały poruszone, pytań było niewiele.
Dowiedzieliśmy się, że darmowe podręczniki przypadną naszym dzieciakom w spadku ( jak za moich "podstawówkowych" czasów :), ćwiczenia również otrzymają w prezencie od szkoły , ale ich za rok zwracać nie będzie trzeba ;). Język angielski, a jakże będzie. Z tego co zdążyłam się w tak zwanym międzyczasie dowiedzieć, jego poziom jest mniej niż podstawowy, bo najczęściej go w ogóle nie ma. Wybór religii szkoła pozostawiła rodzicom, ale już nam " na religię nie uczęszczającym" alternatywy nie dano. Dobrze, że ten przedmiot odbywał się będzie na zakończenie dnia. W szkole funkcjonuje również świetlica, od 11 do 16 jeśli mnie pamięć nie myli. Dziewczynka przebywać w niej będzie, bo matkę ma pracującą i już. Dobrze, że się z tego faktu cieszy. Otrzymaliśmy "wyprawkową listę" i najbardziej zaskoczył mnie fakt uniformizacji strojów na wf. Ale w gruncie rzeczy przynajmniej nie będzie szpanu na strój sportowy, wszyscy będą tacy sami.
Wszystko trwało nie całe pół godziny, a potem zaproszono nas do obejrzenia sal. Napiszę wam szczerze, że myślałam, ze będzie gorzej. Sale są dość małe ( podobno ich wymiary nie zmieniły się od 30 lat, a takie miałam wrażenie :) ale czyste i dość przytulne. Jeśli można tak napisać o szkolnej sali. Doczepić się mogę jedynie do czystości w łazienkach, ale podobno teraz i tak już jest super.
Najbardziej zaskakującym elementem spotkania, była dla mnie rozmowa z kilkoma rodzicami, którzy wspólnie stwierdzili, że należy naszym 6-cio latkom zorganizować zajęcia dodatkowe. Ja, która myślałam tylko o tym, czy dla mojego dziecka szkoła to jeszcze nie za wcześnie, nie za dużo i czy będzie Młoda miała jeszcze czas na beztroską zabawę - zadrżałam. Przecież nasze Maluch są jeszcze takie małe. Nie każmy im za szybko dorastać i pozwólmy jeszcze chwilę pobyć dziećmi.

Ps. Na szczęście następnego dnia usłyszałam, że nie będą o to walczyć, tylko pozwolą sprawom toczyć się własnym rytmem. W imieniu ich dzieci, dziękuję im za to bardzo.

A jak u was rodzice 6-cio i 7-mio latków? Gotowi na szkołę?

1 komentarz:

  1. Powodzenia w szkole :)
    Co do ilości dodatkowych zajęć to wszystko zależy od tego kto w i jaki sposób je prowadzi, przecież mozna uczyć dzieci poprzez zabawę i nie obciążając ich za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...