2 lut 2015

# DIY PROJEKT "SZÓSTE URODZINY"

DIY w moim przypadku nie mogło być do końca wykonane ponieważ na przykład nie potrafię piec tortów ... Właśnie w tym roku, kiedy to Dziewczynka skończyła bardzo poważne sześć lat, postanowiłyśmy nie iść drogą na skróty, tylko większość rzeczy przygotować same - ja i Dziewczynka . A oto krótka relacja zdjęciowa z naszych poczynań. 

Prace ręczne rozpoczęłyśmy od przygotowania zaproszeń. Wykorzystałyśmy wszystko, co udało nam się wygrzebać w szafkach, szufladkach, pudełeczkach i skrzyneczkach. Znalazłyśmy kolorowe papiery, wycinanki, bibułki sznurki, nici, skrawki materiałów, guziki, ozdobne spinacze, watę, klej oraz oczywiście kredki, mazaki, farbki. Wyszło pięknie i kolorowo. Zaproszenia od razu powędrowały na miejsce przeznaczenia. Tak szybko, że nie zdążyłam im zrobić zdjęć. Sfotografowałam dwa:



 



Kolejnym punktem na naszej liście była dekoracja urodzinowej sali, czyli po prostu naszego salonu. Były girlandy z zeszłego roku. Składają się ładnie, więc czemu ich nie przechować. Nie mogło zabraknąć nieśmiertelnych baloników. Jak to mówi starszy brat Dziewczynki: " Nie ma balonów, nie ma imprezy". I my też tak uważamy. Balonów było dużo i oprócz funkcji dekoracyjnej sprawdziły się jako element części rozrywkowej. A mianowicie odbył się mecz - dzieciaki kontra dorośli. Wynik jest łatwy do przewidzenia - dorośli wygrali :) 


Dekoracja pokoju, to dla nas również dekoracja stołu. Rezolutna już sześciolatka postanowiła, że to ona zadecyduje jak będzie wyglądało jej urodzinowe przyjęcie i swoimi pomysłami objęła również menu oraz to na czym ono zostanie podane. Spod naszych rąk wyszły m.in. tabliczki z imionami osób, które do tego stołu zasiadły - karteczka z imieniem, patyczek do szaszłyka i podstawka. Warto wykorzystać w tym celu owoce. My użyliśmy ulubionych jabłek, które po przyjęciu w magiczny sposób zniknęły wraz z gośćmi.



Nasza rodzinna kuchnia, to "kuchnia alergika". Choć liczne badania nigdy nie wykazały innego uczulenia niż na sierść kota ( a kotów z reguły nie jemy :) staram się komponować nasz codzienny jadłospis tak, żeby był zdrowy i jak najmniej pobudzał Dziewczynki AZS. 
Tydzień przed imprezą usiadłyśmy zatem razem i skomponowałyśmy menu tak, aby każdy znalazł w nim coś smacznego dla siebie. Na stole pojawił się tradycyjny obiad ( jakoś babcie nie mogą sobie wyobrazić tego, że można gości zaprosić na kawę i ciastko :). Po nim nastąpiła chwila w której my, musieliśmy zaśpiewać zamiast "Sto lat" - "Happy Birthday" ( wpływ angielskiego przedszkola :), a Dziewczynka ze wszystkich sił starała się zdmuchnąć świeczki na torcie. Nie było to łatwe, bo ciocia wpadła na pomysł, aby zamęczyć swoją chrześnicę i zakupiła świeczki niegasnące. Dziewczynka o mały włos wpadła w hiperwentylację. Zadziałała babcia, gasząc świeczki w szklance wody . Tort był niezwykły, bo na mleku kozim. Zamówiony u znakomitej cukierniczki w naszym małym mieście. Wybrałyśmy smaki, dekorację, wielkość, a Pani cenę, od której włos mi na głowie nie zdębiał. Polecam to miejsce serdecznie - Pracownia Tortów Cukrowe Fantazje w Hajnówce.

Pozostałe smakołyki to już tylko i wyłącznie nasze dzieło. Powstały bez mleczne pączki w trzech wersjach: z lukrem, dżemem z czarnej porzeczki i z truskawkowym:




A także muffinki kokosowo - bananowe oraz z dodatkiem borówek:



Najważniejszym punktem programu okazały się oczywiście prezenty, których w tym roku naprawdę nie zabrakło. Przybywały do nas już od piątku w efekcie czego Dziewczynka świętuje urodziny dziś czwarty dzień :) Uff :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...