8 sty 2015

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO PREZENTACH

Mam nadzieję, że nie pomyśleliście, że świętowaliśmy dwa tygodnie? Niestety nie mamy tak dobrze :) Powód dla którego dopiero teraz piszę o naszych świętach Bożego Narodzenia jest bardzo prosty - większość mojej rodziny jest wyznania prawosławnego w związku z tym wigilię obchodzimy 6 stycznia ( w dniu katolickiego święta Trzech Króli ), a pierwszy dzień świąt - 7 stycznia. Sprawcą całego zamieszania z inną datą jest kalendarz juliański według którego w cerkwi prawosławnej ustalany jest kalendarz liturgiczny. Tak więc świętujemy 13 dni później niż większość polaków, ale za to całe trzy dni i trzy noce. 



Tak więc święta, święta i po świętach, a w duszy i sercu zamieszkał ból fantomowy po wyjeździe rodziny i ukochanych bliskich. Domu, w którym przez kilka dni panował gwar, zamieszanie, gotowanie i długie nocne dorosłych rozmowy, nagle zamilkł. Zapanowała taka cisza, że w pierwszych kilku minutach, żeby powolutku się odnaleźć w "nowej - starej" rzeczywistości musieliśmy włączyć telewizor, który zazwyczaj w ciągu dnia śpi. Z minuty, na minutę coraz głośniej słyszeliśmy w uszach znany, domowy rytm . Delikatnie bujając się wraz z nim, wróciliśmy do codziennych czynności i wypowiadanych do siebie słów. Znów byliśmy czteroosobową, podlaską, małomiasteczkową rodziną. Czas wracać do siebie samych, do przedszkola, pracy, prania i sprzątania. Choć lubię nas takich, cały rok czekam na święta.


Święta to w naszej rodzinie czas wyjątkowy z wielu powodów. Pierwszy z nich jest taki, że część naszej familii mieszka w stolicy, a pozostali jeszcze dalej. Dostać wolne, przejechać 220 kilometrów koleją i wrócić, nie jest sprawą łatwą. Podlasie jest tą częścią Polski, której PKP nie lubi i nie szanuje. W związku z tym połączeń bez przesiadki nie uraczysz, a tych które umożliwiają przyjazd o normalnej porze dnia jest tyle co kot nasz napłakał. Drugi powód jest taki, że jak już ten czas nadejdzie i wszyscy bardzo się postarają, jest nas dużo, jest wesoło, jest tak rodzinnie, że serce o mały włos nie pęknie i spać nie możemy. Tylko chłoniemy siebie i chłoniemy, napełniając nasze kubeczki radości i miłości. Nasza rodzina czasem przypomina włoską familię. Jest Mamma, są dzieci, wnuki i prawnuki. Kochamy się lubimy i szanujemy. Słuchamy, rozmawiamy i nadrabiamy czas. A czasem po prostu w ciszy jesteśmy razem. Tacy bliscy to skarb.

W tym roku było nas 14 osób. W Wigilię zasiedliśmy do stołu i choć jedzenia było jak zawsze ponad miarę, apetyty nam dopisywały i zjedliśmy prawie wszystko. Była zupa grzybowa, pierogi, ryba po grecku i sałatka śledziowa "szuba". Był jak zawsze kulinarny eksperyment jakim lubi nas zaskakiwać co święta moja mama. W tym roku była to ryba w galarecie i tuńczyk w cytrynach. Mój osobisty wkład to chleb ( jakże by inaczej :) i pasztet z wędzonej makreli. Było więcej i było smacznie. Stałym punktem programu była wizyta świętego Mikołaja. Nasze dzieciaki wciąż w niego wierzą, wiec zjawił się po cichutku i zostawił dwa worki na schodach. Mam nadzieję, ze nie zmarzł za bardzo, bo w przyszłym roku będziemy wszyscy na niego czekali z utęsknieniem, tak był łaskawy i przyniósł wymarzone również przez dorosłych prezenty. Wieczorem, jak zwykle w kuchni rozpoczęły się dorosłych o życiu rozmowy. Koniecznie z towarzyszeniem dobrej muzyki i równie dobrego czerwonego wina. Opowieściom nie było końca, wspólne gotowanie poszło jak z płatka i dość późno poszliśmy spać. Dzień pierwszy świąt to już biesiadowanie w czystej postaci. Czas szybko ucieka i nieubłaganie nadchodzi moment pożegnania. Bliscy wyjeżdżają, a po nich pozostaje to:


Jeden kawałek ciasta z makiem, tak było pysznie :)

2 komentarze:

  1. Fajne są te pajacyki. Moja siostra robiła podobne, ale nie takie ładne jak Twoje :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...