9 gru 2014

SZPITAL PRZYJAZNY RODZICOM

Jako mała dziewczynka dużo chorowałam, a co za tym idzie byłam częstym gościem w szpitalu. W tamtych czasach rodzice nie mogli przebywać z dziećmi na oddziale, jedynie je odwiedzać. Całe szczęście, że moja mama była pielęgniarką na oddziale obok, w przeciwnym razie czułabym się bardzo, bardzo samotna. Przychodziła do mnie w każdej wolnej chwili, trzymała za rączkę przy badaniach, przynosiła domowe obiady i zawsze, zawsze mogłam ją odwiedzić w pracy. Inne dzieci nie miały tyle szczęścia co ja. Bywało tak, że rodzice mieszkali daleko na wsi, mieli gospodarstwo do oporządzenia i zwyczajnie brak czasu i środków na częste podróże do miasta. Te dzieciaki w moich oczach były najdzielniejszymi małymi ludźmi na świecie. Nawet jeśli na początku troszkę płakały z czasem po prostu przestawały. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ich zachowanie nie było efektem hartu ducha i silnej woli. One stopniowo, z dnia na dzień zamykały się w sobie. Kiedy ich rodzice przyjeżdżali w odwiedziny nie uśmiechały się wcale i nie cieszyły z otrzymanych prezentów. Nie potrafiły...
Teraz jest inaczej. To prawda. Rodzice mogą zostać z dzieckiem, a i owszem. Ale w jakich warunkach? Jakim kosztem?

Kiedy Dziewczynka miała zaledwie tydzień trafiłyśmy do szpitala. Zdiagnozowano obustronne zapalenie płuc i żółtaczkę fizjologiczną. Przyjęto nas na oddział, ulokowano w sali zbiorowej z innymi dziećmi. Nie miało znaczenia, że karmię piersią i kiedy to robię tata dziewczynki obok bez ogródek zagląda mi w dekolt i komentuje, że on też tak chce. Nie ważne było to, że całe dnie siedzę na kole dmuchanym, bo podczas porodu wykonano mi nacięcie i bez kółka nie mogłabym siedzieć wcale. Otrzymałam leżak plażowy, który za dnia musiałam złożyć i schować za łóżko. Ostatecznie zamieniłam go na karimatę. Nie mogłam skorzystać z łazienki, bo była przeznaczona dla małych pacjentów, nie dla rodziców. Nie mogłam napić się kawy, bo przynoszenie czajników było zabronione. Nie wspomnę już o przepływie informacji lekarz - rodzic. Nawet na obchodzie nie mogłam się konkretnie dowiedzieć co dolega mojemu dziecku. 
Nie skarżyłam się głośno. Byłam tak zmęczona i przerażona całą sytuacją, że nie miałam siły na walkę. Gdyby nie moja mama, która akurat nas odwiedziła umarłabym chyba z głodu i braku świeżego powietrza. Okien również nie było wolno otwierać.
Wiem, że moja historia jest wersją "light". Przez sześć lat od tego zdarzenia przeczytałam i usłyszałam wiele szpitalnych historii, w których prawa rodzica, prawa dziecka - pacjenta są łamane i wykorzystywane. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie informacja o nowej akcji Gazety Wyborczej pt.: " Szpital przyjazny rodzicom". Śladem poprzedniej inicjatywy - "Szpital przyjazny dziecku" przyszedł czas na zmianę w funkcjonowaniu oddziałów pediatrycznych:

"Chcemy stworzyć listę dobrych praktyk i standardów, które szpitale chcące zasłużyć na miano "szpitala przyjaznego rodzicom" będą spełniać. Nie chodzi o to, że jesteśmy jako rodzice roszczeniowi. Chcemy, by na lepsze zmieniła się również sytuacja personelu na oddziałach pediatrycznych, które są często zaniedbane" ... - Wysokie Obcasy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...