24 kwi 2014

CAŁY TEN "CYRK" ...



Przyznaję się. Nie lubię cyrku. Tak, tak, cyrku. Tego wesołego, barwnego, głośnego, urzekającego chyba każdego dzieciaka miejsca, gdzie wszystko świeci, mami, cygani ...
Przede wszystkim nie kupuję męczenia zwierząt. Bo one przecież męczą się mieszkając w klatkach, podróżując dalekie kilometry, podczas długich godzin tresury i na arenie, gdzie w blasku reflektorów, pod batem tresera musza wykonywać to na co nie mają ochoty... 
Nie kupuję żartownisiów i klaunów. No, może akrobaci wyciągnął z moich ust słowo "wow", a magicy lekki, dziecięcy zachwyt i przez moment poczuję się jak dziecko.


Właśnie, dzieci i cyrk. Próbowałam wytłumaczyć Dziewczynce , ze cyrk jest nie fajny. Bo zwierzątka chcą być w domu, tam gdzie przyszły na świat, z rodziną. Po prostu chcą być wolne jak Ona i ja. Moja córka rezolutnie zapytała, czym zatrzymała mnie na chwilę w moich dywagacjach: "mamo, a jeżeli One rodzą się w cyrku, to tu jest ich dom".
Poszła z ukochanym wujkiem i ukochanym braciszkiem do cyrku. Wróciła zachwycona i ze świecącym wiatraczkiem w dłoni powiedziała, że był to jeden z najpiękniejszych dni w jej życiu, bo w cyrku było jak w bajce.
I matka - wariatka zrozumiała, ze dla niej jeszcze cyrk to bajka. I niech przez chwilę tak jeszcze zostanie :)
Chyba nie watro za wszelką cenę, tak na umór upierać się przy swoim i gasić małe, wspaniałe dziecięce miłości. Przyjdzie czas i dziewczynka zobaczy, ze nasz codzienny, rzeczywisty świat bardziej czasem przypomina cyrk, niż ten na arenie.

pozdrawiam was wiosennie i zapytuję jak to u was jest z tym cyrkiem ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...